Ja, kolumbijski żołnierz z karabinem i wielkie serce

Wiele osób pyta mnie o zdjęcie, które załączyłam na stronie o mnie.

Historia związana z tym zdjęciem jest dość ciepła a zarazem przerażająca jeśli chodzi o pozyskaną informację. A jej brak i niewiedza mogła by mieć tragiczne w skutkach zakończenie.

Żołnierz, który prowadzi mnie „pod bronią”, w rzeczywistości okazał dużą pomoc, zrozumienie i troskę.

To było gdzieś między Wenezuelą a Kolumbią w Ameryce Południowej. Na kilka dni, przekraczając rzekę Orinoko, która w tym miejscu jest naturalną granicą między tymi dwoma krajami, wpadłam do Kolumbii. Było to gdzieś w okolicach Puerto Ayacucho. Granica między tymi państwami jest dość mocno strzeżona, a to ze względu na gangi narkotykowe.

żołnierz kolumbijskiŻołnierze kolumbijscy interesowali się nami już od momentu przypłynięcia na małej łódce od strony wenezuelskiej.

To zainteresowanie wynikało jednak ze zwykłej troski o dwie gringoski (byłam w podróży z Alą, o której wspominam na stronie o mnie;-)), które znikąd zjawiły się w wiosce.

Kiedy tylko znalazłyśmy się znów w prowizorycznym, niewielkim porcie by wrócić na stronę wenezuelską, żołnierze kolumbijscy odprowadzili nas do brzegu, pytali czy nic nie potrzebujemy, rozmawiali o naszej podróży i planach, pomagali w przeprawie. Zwyczajnie nie chcieli się z nami rozstawać 😉

Ostrzegali nas również przed żołnierzami wenezuelskimi oraz tamtejszą policją. Żeby krótko odpowiadać na pytania, nie wdawać się w dyskusje, nie pytać o nic, a w szczególności nie prosić o pomoc!

O tym, że wenezuelscy oficerowie są bardzo niebezpieczni w kontaktach z turystami i nie tylko, czytałam wcześniej w internecie. Ostrzegał nas również nasz kolega Wenezuelczyk. To były jego pierwsze słowa po wylądowaniu w Wenezueli. Nigdy, ale to nigdy nie rozmawiać, nie zaczepiać, nie prosić o pomoc żołnierzy czy policjantów wenezuelskich. I to – wyjeżdżający do tego kraju – zapamiętajcie proszę, bo to poważne ostrzeżenie!

Sądzę, że między innymi to, że wiedziałyśmy o tym od samego początku i trzymałyśmy się z dala od nich, zaoszczędziło nam wielu problemów. Każdy – przymusowy kontakt – np. na przejściach granicznych, czy w trakcie rewizji autobusów i samochodów (mniej więcej co każde 50-100 km, wyjeżdżając w głąb kraju) był niesympatyczny i bardzo zimny, wręcz agresywny!

A…. kolumbijscy żołnierze, wręcz przeciwnie – najbezpieczniejsza i najbardziej pomocna grupa w tym kraju 😉 – do rany przyłóż.


Na marginesie – to ważne – Wenezuela jest jednym z najbardziej niebezpiecznych krajów w Ameryce Południowej. Trzeba zachować szczególne zasady ostrożności.

Dla wyjeżdżających polecam stronę forum tierralatina. Tam na bieżąco dowiecie się co się dzieje w tym kraju. Koniecznie sprawdźcie przed wyjazdem!


bankier ubezpieczenie turystycznehotelscombined


 

 

Podoba Ci się? - Udostępnij 🙂
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Jeśli spodobał Ci się ten wpis - DODAJ się do Newslettera!

Powiązane tematy

Komentarze

  1. Kurcze jak czytam o takich podróżach i przygodach to często zastanawiam się czy nie masz stracha ?… W końcu dwie dziewczyny, same, w obcym kraju… do tego żołnierz z karabinem… Jak to jest, hę ? 🙂

    • HeY Gregory!
      Dziękuję za to pytanie 😉 Wiele osób mi je zadaje.
      Czy mam stracha? Nie, zupełenie nie 😉
      Dlaczego? Pewnie dletego, że lubię wyzwania i …. niespodzianki 😉

      Ale tak serio. Przed każdym wyjazdem przygotowuje się do niego solidnie. Po pierwsze czytam najświeższe publikacje i fora na temat destynacji, którą wybrałam. Tam mogę się zorientować w bieżącej sytuacji w danym kraju czy miejscu. Wiem nie tylko ile co kosztuje, jaki język obowiązuje ale także czy jest bezpiecznie lub nie. Jeśli nie jest bezpiecznie to jakich miejsc czy sytuacji unikać, żeby nie wplątać się w jakieś bagno.

      Po drugie, kiedy podróżuję, zawsze spotykam się lub nawet korzystam z pomocy noclegowej od tubylców. Piszę o tym więcej tu: http://magdagaskar.pl/couchsurfing-org/. Nawet jeżeli zatrzymuję się w hostelu (http://magdagaskar.pl/hotele-hostele-sposoby-wyszukiwania-rezerwacji/) to tam również mogę zdobyć najpotrzebniejsze informacje. Tubylcy powiedzą gdzie nie chodzić, co omijać, czego nie robić, na co zwracać uwagę itd.

      W Caracas np. nasz przyjaciel Roy – wyraźnie nam powiedział między, którymi stacjami metra możemy się poruszać, do których dzielnic miasta mamy w ogóle nie wchodzić i do której napóźniej mamy wrócić do domu 😉

      W Manili Lilliana pokazała nam gdzie możemy chodzić z aparatem fotograficznym a gdzie nie. Do których dzilnic wchodzić, a do których nawet nie zaglądać.

      Na trasach przelotowych Wenezueli wiedziałyśmy dokładnie, że jedyne co mamy mieć w torbie ważnego to paszport do okazania przy częstych wojskowych kontrolach, a pieniądze schowane głęboko i to w kilku różnych miejscach.

      W kolumbijskiej dżunglii nasz znajomy Indianin dokładnie wiedział co można jeść a czego nie i że po 19tej „w te pędy” trzeba wchodzić do hamaka bo wychodzą stada tarantul 😉

      itd itd

      Jeżeli znasz zasady i ich przestrzegasz – przeżyjesz 😉 Wrażenia niezapomniane 😉

      • no ale czasem nie unikniesz sytuacji nieprzewidzianych… mimo ostrożności. – miałaś takie?

        • HeY Gregory!
          Zastanawiam się nad odpowiedzią na Twoje pytanie. Hmm…. faktycznie sytuacji nieprzewidzianych nie da się uniknąć. I takich właśnie nieprzewidzianych sytuacji jest wiele na naszych wyjazdach, właśnie dltego, że nie są zaplanowane co do np. kolejnych odwiedzanych miejsc – to wychodzi w praniu – na zasadzie: jedziesz tam gdzie jedzie autobus 😉 lub zostajesz tam gdzie jest fajnie 😉 Ale te „nieprzewidziane” sytuacje były wszystkie pozytywne
          Dalej się zastanawiam i…. szczerze nie przypominam sobie żadnej nieprzewidzianej sytuacji, która byłaby niebezpieczna.

          Ale, pamiętam ostatnią noc przed wyjazdem. To było w Caracas. Siedzimy sobie z Alą na balkonie u Roya, w tle słychać wieczorny harmider dużego miasta. Siedzimy smutne bo czas wracać, pijemy rum, gadamy i nagle….. słychać strzały, dosłownie gdzieś blisko, pod blokiem. Potem cisza – jakby miasto stanęło. Po kilku minutach głośne wycie syren w karetkach i policyjnych radiowozach.

          Niebezpieczeństwa dla nas w tej sytuacji nie było – grzecznie, po 19tej siedziałyśmy w domu, ale ta sytuacja uświadomiłam nam, że to faktycznie niebezpieczne miasto. Aktualnie jest na 3 miejscu najbardziej niebezpiecznych miast na świecie: http://rankingi24.pl/index.php/turystyka/396-10-najbardziej-niebezpiecznych-miast-swiata.html

          Rankiem, ponieważ Roya nie było w domu, jego sąsiad odprowadził nas do metra, które było dosłownie 300 m od domu. Powiedzili, że tak ma być i tak było.

          Gęsia skórka na ciele kiedy sobie o tym przypominam.

          Bardzo miłego dnia Ci życzę!

      • A pamietasz które konkretnie dzielnice w Manili lepiej unikać ?

Napisz komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj poprzedni wpis:
Hotel i hostel – sposoby wyszukiwania i rezerwacji

Ten wpis chciałabym poświęcić temu jak najlepiej, najtaniej i najszybciej zarezerwować nocleg. Gdzie szukać, na co zwrócić uwagę i co...

Zamknij