Kuba – bo turysta nie ma czasu ale ma pieniądze

Byłeś na Kubie? Kuba – piękny kraj! Całkiem inna kultura i obyczyje. Inny system, inny….. świat 🙂

Kuba to taki kraj, w którym stworzono dwa równoległe światy: jeden dla Kubańczyków, drugi dla turystów. Każdy świat ma swoje zasady, inne sklepy i restauracje, inne hotele i miejsca noclegowe, inną walutę i inne środki transportu.

Znasz mnie już trochę i wiesz jak podróżuję. Zdecydowanie uciekam od zachowań i miejsc typowego turysty. Tu – na Kubie – nie jest to łatwe, bo jeśli jesteś turystą powinieneś przestrzegać zasad ustalonych dla turystów. Ja łamałam te zasady gdzie się da – również co do sposobu przemieszczania się po wyspie.

Dlaczego?

Dlaczego łamałam zasady? Po pierwsze dlatego, że lubię obcować z tubylcami, pod drugie dlatego, że środki transportu dla Kubańczyków są z d e c y d o w a n i e tańsze (tu mam na myśli różnice rzędu 20 euro do 0,5 euro!). Obowiązuje tu waluta kubańska – czyli zwykle peso i przejazd kosztuje grosze. To prawda – komfort jazdy, czas i punktualność jest n i e p o r ó w n y w a l n a (tu mam na myśli różnicę autokaru klimatyzowanego, który wyjeżdża z opóźnieniem rzędu do 1 godziny, do przewiewnej ciężarówki, która przyjedzie ale…..nie wiadomo kiedy). Cóż…. zawsze jest coś za coś 🙂

Historia

To było w Viniales, choć historia – jak dzień świstaka, powtarzała się wielokrotnie w innych miejscach. Spędziłam tam dwa cudowne dni zwiedzając okolice konno, odwiedziłam niewielką „fabrykę cygar” i groty wodne schowane w charakterystycznych niewielkich górach otaczających wioskę.

Od samego początku starałam się dowiedzieć skąd i kiedy odjeżdża publiczny transport kubański w jakimkolwiek kierunku. Gospodarze u których mieszkałam zapewniali mnie, że nie ma tu takieg transportu – od samego początku w to nie wierzyłam. Dlaczego? Bo to nie było możliwe. Kubańczycy muszę się jakoś przemieszczać i muszą to robić tanio.

Millo – mój gospodarz wskazał mi biuro firmy Viazul (firma autobusowa obsługująca turystów) oraz zaoferował pomoc w „negocjacjach” w zakresie kosztów transportu tzw. coche americano należącym do jego przyjaciela, czyli starym, amerykańskim samochodem, których jest na wyspie mnóstwo. Dla mnie żadna z tych opcji nie wchodziła w grę.

Po dwóch dnia udało mi się w końcu uzyskać, od jednego z tubylców, informację skąd odjeżdżają …. ciężarówki 🙂 To jeden z typowych środków transportu na Kubie. Ciężarówki, zwane na wyspie „camión” (z hiszpańskiego dosłownie – ciężarówka) są przewiewne, pojemne i całkiem niewygodne.

Przystanek „autobusowy” w Viniales znajduje się w jednym miejscu – na skrzyżowaniu, niedaleko domu „Dalia i Millo” – pytajcie o nich, wszyscy ich znają!

Przybywam na przystanek i pytam kiedy przyjedzie „camión”. To był dopiero początek mojej podróży na tej wyspie. Po kilku dniach już wiedziałam, że pytanie było z kategori: głupie.

Jakie pytanie, taka odpowiedź: jak przyjedzie – to będzie!

Butelka rumu jak zwykle okazała się pomocna. Oczekiwanie na „camión” trwało jakieś 4-5 godzin 🙂 Czekali i wypatrywali jej wszyscy. Każdy cierpliwie i bez nerwów czekał.

Kuba czekamy na camion

W tym czasie otrzymałam swój numerek w kolejce oczekujących – kolejność przyznawania numerków zależna była od kolejności przybycia na przystanek. W tej kolejności wsiadało się potem do pojazdu. Był porządek, nikt się nie przepychał. Numerki zapisywane były na wydartym kawałku papieru, który już raz musiał być wykorzystany, bo tylną stronę miał zapisaną. Nic się nie zmarnuje 🙂

W czasie oczekiwania zawiadowca pilnujący porządku na przystanku zatrzymywał wszelkie pojazdy przejeżdżające w celu upakowania jak największej ilości osób. Jeżeli tylko ktoś jechał w tym samym kierunku co osoby czekające na przystanku to zobowiązany był zabrać tyle osób ile zmieścił – nikt się nie oburzał i nikt nie kręcił nosem.

Czy się denerwowałam czekaniem? Nie! Przecież nigdzie się nie spieszyłam, poznałam nowych ludzi i ich historie, nauczyłam się jak działa system transportu na Kubie, spędziłam kilka godzin w przewiewnym „camión’ie” z otwartym widokiem na świat, wydałam tyle co nic i dojechałam na miejsce docelowe. Takie doświadczenia są niezapomniane i nie da się ich przeżyć na sucho – trzeba samemu spróbować. Dajcie się skusić będąc na Kubie!

Zdziwiło mnie coś całkiem innego. To, że Millo nawet nie przyszło do głowy, że ja – turysta – mogę chcieć jechać takim strasznie niekomfortowym transportem kubańskim. Uważał – wiem bo przyszedł zdziwiony na przystanek pytać co tam robię – że ja na pewno nie będę chciała używać takich koszmarnie niewygodnych, wolno jeżdżących, niepunktualnych i zapchanych po brzegi ciężarówek. A ja – zwykły turysta z plecakiem – właśnie o tym marzyłam i w ten sposób zwiedziłam połowę wyspy. Druga połowa przede mną 🙂


Polecam przydatne linki – tanie loty, jeszcze bardziej tanie loty – dla wnikliwych, wymiana waluty szybko i tanio na podróże oraz ubezpieczenie w podróży!

flipo

baner_biblia_taniego_latania

walutomatbankier ubezpieczenie turystyczne


Podoba Ci się? - Udostępnij 🙂
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Jeśli spodobał Ci się ten wpis - DODAJ się do Newslettera!

Komentarze

  1. o, ciekawe, po bałkańsku też jest kamion, na całych właściwie bałkanach tak samo. pozdrawiam 🙂

    • kamion, czyli camión przyjęło się w wielu miejscach, taka „ciężarówka” do przewozu osobowego 🙂

Napisz komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj poprzedni wpis:
Konkurs na magdagaskar.pl – jaki jest kierunek mojej kolejnej podróży?

Od 13-20 lutego trwa konkurs. Dostaję od Was coraz częściej info, że podobają Wam się moje newsy o tanich lotach, fajnych...

Zamknij